czwartek, 27 sierpnia 2015

'EUROTRIP' Z NIEMOWLAKIEM

Mimo, że w Annecy mieszkamy od lutego, zdecydowałam, że chcę urodzić w Polsce. Zwyciężyły argumenty związane z brakiem bariery językowej i pomocą ze strony rodziny przy zajmowaniu się niemowlakiem w pierwszych tygodniach po porodzie. Kiedy jednak te dni minęły, nadszedł czas na spakowanie walizek i powrót do Francji. Zadanie nie było proste, gdyż trzeba było spakować już nie tylko siebie, ale również dziecko z całym inwentarzem w postaci kołyski, wózka (3w1), ubranek itd. itp.





Lot samolotem nie wchodził w grę przy takim bagażu. Postanowiliśmy więc jechać samochodem. I tutaj sytuacja znowu nie wyglądała tak pięknie jak początkowo zakładaliśmy. 462l bagażnika i wszystkie wolne przestrzenie wewnątrz samochodu okazały się niewystarczające i zmusiły nas do znacznych ograniczeń. Koniec końców jednak udało nam się zapakować i wyruszyć w długą trasę. 1300 km! Cały odcinek pokonaliśmy w osiemnaście godzin. Dużo? I tak, i nie. Biorąc pod uwagę, że około pięć godzin spędziliśmy na sześciu postojach, podczas których mogłam nakarmić dziecko i zmienić pieluszkę, nie było źle. Podczas jazdy samochodem, poza trzymaniem Jej za rączkę, rozmowami i wymachiwaniem różnymi zabawkami, nic więcej nie mogłam zrobić. Jak Julka wytrzymała pozostałe trzynaście godzin? Najłatwiej byłoby powiedzieć, że przespała. Jednak ona nie należy do statystycznych sześciotygodniowych dzieci i śpiochem nie jest. Tak jak już wspomniałam, w przerwach między jedną a drugą drzemką, musiałam się trochę nagimnastykować, żeby zwrócić jej uwagę. Bawiłyśmy się grzechotkami, maskotkami, gryzakami (chociaż do pierwszych ząbków jeszcze daleko). Najważniejsze, że pomimo ogromnego zmęczenia, szczęśliwie dotarliśmy do celu, a tutaj już mogliśmy odpoczywać i cieszyć się górskim powietrzem i wolną niedzielą.