wtorek, 25 sierpnia 2015

JEZIORO ANNECY, JAKIEGO NIE ZNAŁAM...

Przyjeżdżając do Annecy, zostawiliśmy w Polsce większość rzeczy codziennego użytku, w tym również samochód (tak, samochód jest przez nas codziennie używany i w Polsce nie wyobrażamy sobie życia bez niego). We Francji jednak nie potrzebujemy go na co dzień. Mąż dojeżdża do pracy pociągiem, co zajmuje mu mniej czasu niż podróż samochodem i do tego jest dużo tańsze. Ja również nie potrzebuję auta, gdyż wszystko mam w pobliżu domu. Jedynym wyjątkiem są weekendy. Dookoła Annecy jest mnóstwo pięknych miejsc, które z chęcią byśmy odwiedzili, jednak dojazd komunikacją publiczną nie jest taki łatwy. Dlatego też jak już wypożyczymy samochód, staramy się wykorzystać ten czas jak najbardziej.


Tym razem wybraliśmy się na całodniową wycieczkę dookoła jeziora Annecy. Trasa sama w sobie nie wydaje się długo, jednak jak już spojrzy się na różnice wysokości pomiędzy poszczególnymi miejscowościami oraz liczne zakręty, od razy robi się ciekawie.

Zaczęliśmy od góry Semnoz – widocznej z okien naszego mieszkania. Na samym szczycie znajduje się ośrodek narciarski. Chociaż gdzieniegdzie można jeszcze znaleźć resztki śniegu, sezon narciarski już się tam skończył i wyciągi są nieczynne. Widok na góry z wysokości 1700 m n.p.m. zapiera dech w piersiach. Można stamtąd zobaczyć nawet ośnieżony szczyt Mont Blanc.

Widok na jezioro Annecy leżące u stóp masywu Parmelan, widocznego z prawej strony. 

... a wśród nich La Tournette i pokryty chmurami Mont Blanc.

Resztki śniegu zalegaące na Semnozie


Droga jest bardzo kręta i wąska, czasem ledwo można minąć się z innymi samochodami jadącymi w przeciwną stronę. Dodatkowo dreszczyk emocji dodają strome zbocza górskie otaczające drogę z każdej strony.




Trochę dłuższą przerwę w podróży zrobiliśmy sobie w miejscowości Duingt, gdzie mogliśmy podziwiać widoki na jeziora Annecy z trochę innej perspektywy niż dotychczas. Jest to niewielka miejscowość, zdecydowanie mniej oblegana przez turystów, dzięki czemu można było w ciszy delektować się pięknem jeziora.

Merostwo w Duingt

Zamek Rulphy z XI wieku w Duingt

Jezioro Annecy widziane od strony Duingt


Nie skłamię, jak napiszę, że każda mijana przez nas miejscowość robiła na nas ogromne wrażenie – roślinność, styl budowania domów, atmosfera, jednak nie wszędzie i nie wszystko byliśmy w stanie sfotografować, aby oddać towarzyszący temu klimat.

Montmin


Kolejny dłuższy przystanek zrobiliśmy sobie w Col de la Forclaz. W restauracji L'Edelweiss zjedliśmy lunch składający się z typowych dla regionu Górnej Sabaudii szynek oraz serów. Porcja była bardzo duża a jakość serwowanych specjałów wysoka. Wszystko smakowało wyśmienicie. Stoliki znajdowały się na tarasie widokowym, skąd rozpościerał się przepiękny widok na jezioro (znajdowaliśmy się dokładnie na przeciwnym końcu jeziora, w stosunku do Annecy). Dodatkową atrakcję stanowili paralotniarze i lotniarze, którzy miejsce swoich startów mieli kilkanaście metrów nad tarasem widokowym, na którym my byliśmy.

Widok na jezioro Annecy z wysokości 1150 m n.p.m. z restauracji L'Edelweiss 

Specjały kuchni sabaudzkiej

Flaga Górnej Sabaudii a w tle widok na Roc des Boeufs

Tłok w przestworzach


Menthon-Saint-Bernard przywitał nas piękną architekturą, a górujący nam miastem zamek Chateau de Menthon zaskoczył swoją wielkością. Zamek jest własnością rodziny Menthon, którzy od 1 maja do 30 września udostępniają go zwiedzającym. Widać, że cały teren zamku, poczynając od budowli, a na ogrodach kończąc, jest zadbany, wysprzątany i odrestaurowany - nie jest to zaskoczeniem. Ale zaskoczyła mnie ilość pawi hodowanych przez właścicieli oraz fakt, że trzymane są one wszędzie – w budynku zamku, w klatkach w ogrodzie z innymi ptaki, oraz w ogródku domku mieszkalnego (prawdopodobnie zamieszkałego przez rodzinę Menthon) przynależącego do zamku.

Menthon-Saint-Bernard

Menthon-Saint-Bernard

Wjazd do Chateau de Menthon

Chateau de Menthon

Chateau de Menthon

Chateau de Menthon

Jeden z wielu pawi znajdujących się na terenie Chateau de Menthon


W taki oto sposób okrążyliśmy jezioro i wróciliśmy do domu. W sumie przejechaliśmy ok. 100 km, a różnice wysokości na jakich się znajdowaliśmy wahały się pomiędzy 450 a 1700 m n.p.m.





Dzień był bardzo męczący, ale jednocześnie pełen wrażeń i z chęcią jeszcze raz odwiedziłabym niektóre z tych urzekających miejsc.